AFRODYTABANITAEKSCYTOZAPRZERWANY LOTGENESISMISJA: EUROPA
» HOME

2003
» kwiecień
» maj
» czerwiec
» lipiec
» sierpień
» wrzesień
» październik
» listopad
» grudzień

2004
» styczeń
» luty
» marzec


» INNE SERWISY

¤¤¤  grudzieÅ„ 2003  Â¤Â¤Â¤




Korzenie


Przy okazji stylizacji "Zdrady strażnika planety" sięgam do opracowań i lektur, chcąc wzbogacić tekst o różne interesujące detale. Niby to tylko fantasy, niemniej o realia historyczne wypada zadbać. Akcja pierwszych rozdziałów toczy się w Tracji (na terenach dzisiejszej Bułgarii) w V wieku, by potem przenieść się do Aten. Stłumione właśnie zostało powstanie jońskie, a Persowie złupili do szczętu Milet (494 r.) Szykują się wojny grecko-perskie. Wcześniej, w 512 r. pod kontrolą Dariusza znalazły się na pewien czas Tracja i Macedonia. Ale nie w tym rzecz...

Z czystej ciekawości cofnąłem się bowiem jeszcze bardziej w czasie, zatrzymując się w kolebce, jaką było dorzecze Tygrysa i Eufratu. Zacząłem od dziejów Sumerów, by dojść do Medów i Persów, po drodze była oszałamiająca Babilonia, i przyszło mi do głowy, że zbyt wąsko ujmowałem dotąd kwestię korzeni cywilizacji europejskiej. Moje specyficzne studia zawężały perspektywę do dwu węzłów: 1/Grecja i Rzym, 2/judeochrześcijaństwo (Izrael). Tymczasem jeżeli chce się być rzetelnym historycznie trzeba wyjść od wspomnianej Mezopotamii i od Egiptu faraonów...

2003-12-03 13:51:11




Ociupinka historii


Chłopiec z lekka się ożywił.

— WolÄ™ woÅ‚ać do innych po imieniu — pochwaliÅ‚ siÄ™ Mi-irowi. — Tak przecież jest wÅ›ród swoich, w rodzie albo w plemieniu. Abihu — wyjawiÅ‚ — to imiÄ™ z Judy. To imiÄ™ stamtÄ…d, zza wielkiego morza, które można obejść, przedostajÄ…c siÄ™ przez cieÅ›ninÄ™ i wÄ™drujÄ…c przez ziemie Persów. Nie znam mego ludu, bo ojciec i matka przybyli z Babilonii. Cyrus podpisaÅ‚ dekret, pozwalajÄ…cy powrócić wygnanym synom Izraela na prastare ziemie. Jednak moi rodziciele wybrali Milet. Musieli potem z tego miasta uchodzić, gdyż Grecy zbuntowali siÄ™ przeciw satrapie. I dobrze uczynili, bo Persowie ponoć zÅ‚upili je do cna. Dotarli wreszcie do ujÅ›cia Hebrosu, gdzie siÄ™ urodziÅ‚em. Tam pomarli, gdy przyszÅ‚a zaraza. Stary obiecaÅ‚ mi, że kiedyÅ› pospoÅ‚u udamy siÄ™ do Jeruzalem, może statkiem z Aten, a może nie. MówiÅ‚, że polecimy tam jak ptaki, jak Ikaros i jego ojciec, z pradawnych opowieÅ›ci...

— Czyżby?! — Mi-ir odniósÅ‚ siÄ™ do tego z rezerwÄ…. — ObiecaÅ‚ ci coÅ› takiego? Przecież to niemożliwe? — wzruszyÅ‚ sceptycznie ramionami. — To ogromna odlegÅ‚ość.

2003-12-09 12:51:10




Z kamerÄ… w kosmosie


Wszechświat przeobrażał się na gigantyczną skalę, lecz nieznany obserwator, rejestrujący imponujące zmiany z myślą o potomnych, zdawał się nie podlegać zachodzącym procesom — jakby bezcieleśnie bytował ponad przestrzenią i czasem, a miliardy lat były dla niego nieledwie ulotną chwilą. Czuł się między olbrzymimi skupiskami gwiazd tak swobodnie jak motyl na łące. Nagranie pozbawiono dźwięku, mimo to stanowiło niezaprzeczalne dzieło sztuki. Z pewnością nie pochodziło z Urch. Fenomenalny demistyfikator miał wręcz obsesję na punkcie najważniejszego z żywiołów — ognia. Dzięki niemu z zapartym tchem mogli śledzić narodziny spiralnych galaktyk i wielkich gwiazd. Towarzyszyć potężnym wybuchom i następującym po nich kolapsom. Niemego giganta z kamerą fascynowały ponadto tajemnicze podróże. Mknął przez otchłanne próżnie, a kolejne obłoki materii gwiezdnej rozbiegały się przed nim na wszystkie strony, aby ustąpić miejsca nowym, napływającym z mroku. Wreszcie wędrowiec zwolnił, zbliżając się ku celowi podróży, a początkowo mglista chmura złocistego pyłu zaczęła rosnąć i nabierać wyrazu. Wyłaniały się z niej galaktyki, różniące się rozmiarami i kształtami.

— Efektownie zrobione, nie sądzisz? — zapatrzona Ni zwróciła się do sterczącego obok Mi-ira.

Tamten z rozwagą skinął głową. Mieli nad sobą nocne rozgwieżdżone niebo. Nieopodal płonęło ognisko.

— Dalekie od naszych tradycyjnych liniowych narracji — rozstrzygnął z miną prawdziwego konesera. Na Ab-dan-gra lubił się popisywać znajomością wysmakowanych osiągnięć artystycznych. Bywało, że zafascynowani słuchacze wpatrywali się w niego jak w tęczę. — Jak pamiętam, ku podobnym rozwiązaniom skłaniali się niektórzy twórcy z Lipsuarra, ale nie znaleźli... eee... zrozumienia — zachłysnął się, z żalem uciekając myślami do tamtych chwil. — Chyba wyprzedzali swoją epokę...

Mu-ur podszedł, pochylił się nad aparaturą i nadstawił uszu.

— Ciiii... — syknął skupiony, więc skarcony gaduła natychmiast zamilkł.

Wsłuchiwał się przez chwilę w dochodzący z wirtualnych głośników niby-szum. Potem jednak skrzywił się i obojętnie machnął ręką. Wszystko działało jak trzeba.

Wokół wyłuskanego z czerni słońca krążyły tylko dwa ciała niebieskie. Pojętny kamerzysta, prowadzący jak hipnotyzer ich wzrok, zdecydował się na nieprzewidziany manewr. Zsunął się w okamgnieniu na powierzchnię jednej z planet. Na szczęście, nie straszyła martwotą i pustką. Znaleźli się w pełnej mgieł gęstej dżungli o obcej dla nich dzikiej roślinności. Tamten mknął zygzakami przez zbite zielone chaszcze, nie pozwalając zatrzymać wzroku na okazach flory, by wreszcie przystopować się na skraju oświetlonej słońcem sporawej polany.

2003-12-10 13:07:25




Spedycja


Tamta napływająca z góry tajemnicza korweta nie skojarzyła się im z niczym bliskim. Nie miała żadnego znanego im napędu. Niewiadomego pochodzenia widmowy kolos osiadł łagodnie na raczej nierównym niegościnnym gruncie, tracąc zaraz po lądowaniu swe opływowe kształty i ślamazarnie wysuwając na wszystkie strony czułki towarowych kluz. Dzięki upiornej grze świateł był widoczny w mroku nocy. Rozpoczął się ruch. Z jego przepastnego wnętrza roboty transportowe zaczęły wydobywać nieduże kontenery. Otwierały je, uwalniając przewożone nimi szybkonogie okazy, a potem zabierały puste z powrotem. Podobne statki opadały wszędzie, gdzie się tylko dało, pokrywając sobą nagie kamieniste wzgórza i wypluwając po wylądowaniu ze swych pojemnych wnętrz ten sam żywy ładunek. Właściwie była ich cała flotylla. Nie wierzyli własnym oczom. Kolejne oszołomione aotusy odzyskiwały swobodę ruchów, natychmiast kryjąc się w pobliskich gęstych skupiskach zieleni. Pochłaniała je żarłoczna dżungla. Wolne od biologicznego balastu spedycyjne korwety przyjmowały na powrót wcześniejsze kształty, jedna po drugiej niespiesznie unosiły się w górę i odpływały w mrok. Ich nawigatorzy wywiązali się z nałożonej na nich misji i mogli z ulgą udać się do odległej kosmicznej bazy.

— I pomyśleć — rzekł Mi-ir do wojownika. — Musieliśmy pożegnać na zawsze Urch, żeby to zobaczyć... To działo się jakieś... półtora tysiąca lat temu. A może znacznie wcześniej?

Tamten machinalnie przytaknÄ…Å‚.

2003-12-16 09:58:33



Copyright © Edward Guziakiewicz   Â¤   Design downloaded from FreeWebTemplates.com